Gran Canaria

Na początku kilka słów o zeszłym roku. Był to bez wątpienia jeden z gorszych w mojej seniorskiej karierze. Nie tak go sobie wyobrażałem, gdzieś koło kwietnia zaczęło wszystko uciekać, i nie potrafiłem się pozbierać. Na WOC-u wypadłem słabo, na MP też. Po tych nieudanych startach miałem tylko jedno w głowie, żeby jak najlepiej przygotować się do Korei, ale już od samego początku na obozie miałem problem z aklimatyzacją (nie służy mi Francja). Na koniec obozu przytrafiła mi się kontuzja kaletki, i musiałem odpuścić bieganie na dwa tygodnie. Jeździłem na rowerze, ale to nie było to. Niestety to przełożyło się na wyniki w Korei. Dobrze że w drużynie zdobyliśmy brązowy medal. Po powrocie nie miałem ochoty na trenowanie, wychodziłem raczej bo musiałem. Bardziej niż bieganiem zająłem się robieniem map, i to sprawiało mi większą frajdę. Pod koniec listopada w końcu zabrałem się za analizę całego roku i wyciągnąłem bardzo dużo wniosków.

Obecnie jestem już po trzech obozach, dwóch w Zakopanym i jednym na Gran Canarii. Ten ostatni był dla mnie bardzo ciężki, i nie chodzi tu o temperaturę jaka tam panowała, ale na objętość jaką tam wykonałem. Przebiegłem 183 kilometry z czego ponad 37 na mapie i zakończyłem obóz startem na dystansie średnim, który wygrałem (a było z kim się ścigać), wyniki tutaj (mapa). Był jeszcze sprint, ale potraktowałem go treningowo.

Teraz 3 dni odpoczynku w Polsce i ruszam do Portugalii na 12 dni, aby zahaczyć kilka startów i pobiegać więcej na mapie.