PODWÓJNE DNO

Zaczynając swoje przygotowania do tego sezonu, tak jak w zeszłym zacząłem od badań wydolnościowych. Dzięki temu, że miałem wyniki z zeszłego roku mogłem porównać swój poziom wyjściowy. Największą różnica okazała się moja waga (77,5 kg 2013 i 81,5 kg 2014), przez co moje tętno spoczynkowe i jak na wybieganiach sprawiało mi duże problemy, bo było bardzo wysokie.

Po badaniach ruszyłem do Zakopanego na krótki obóz. Biegałem tylko rano, bo miałem drobne problemy z pachwiną, a popołudniami dużo czasu spędzałem na siłowni i sprawności. Po około tygodniu moje tętno zaczęło się normować i coraz lepiej zaczynało mi się biegać. Gdy wróciłem do domu na święta wykonałem kilka szybszych treningów, które uświadomiły mnie, że jest naprawdę nieźle, i ból w pachwinie jest na tyle lekki, że mogę wykonywać wszystkie treningi.

Na początek nowego roku wystartowałem na dziewiczej górze w biegu górskim. Miałem wykonać tam trening a nie biec na 100%. Wszystko szło dobrze i pierwszą część swojego biegu prowadziłem. Niestety odezwała się moja kontuzja, której nabawiłem się na GEZnO (ból w pachwinie). Próbowałem kontynuować bieg, ale ból się nasilał i po pierwszej pętli musiałem zejść z trasy.

Następnego dnia chciałem sprawdzić czy ból będzie taki sam i czy będę w stanie biegać w lesie, ale niestety po 50 minutach biegu ból był na tyle silny, że nie mogłem dalej biec. Od razu podjąłem decyzję, że kilka dni daję sobie przerwy i idę zdiagnozować co to dokładnie jest. Niestety długi weekend jaki zafundowali sobie wszyscy fizjoterapeuci w Poznaniu nie wróżyło szybkiej wizyty. Po wykonaniu 10 telefonów udało mi się dorwać kogoś z wolnym terminem (na szczęście w miarę ogarniętego), i tak po czterech dniach udałem się na wizytę. Diagnoza okazała się prosta, słabe i spięte mięśnie w tylnej części biodrowej. I tak mądrzejszy o to co mi dokładnie jest i kilkoma ćwiczeniami przebywam obecnie na obozie w Zakopcu.

Na szczęście na miejscu udało mi się załatwić zabiegi prądem, masaże i pracuję z fizjoterapeutą, który dodatkowo nakazał mi pływać w płetwach, aby wzmocnić tylną partię mięśni. Po tygodniu trenowania raz dziennie i dużej ilości przepłyniętych basenów, jest dużo lepiej. Od dwóch dni biegam dwa razy dziennie, ale mam duże braki kilometrowe, i ciągle męczę się z bardzo wysokim tętnem, przez co moje biegi ciągłe są na mizernym poziomie, ale najważniejsze że mogę normalnie biegać!

Mam nadzieję, że teraz już odbiłem się od drugiego dna.